Uwodzenie, taniec latino, walentynki i narodziny Młodych Wilków

Tancerz uwodziciel i podrywacze

Ludzie wierzą w różne rzeczy, są nimi: bóg, przeznaczenie, karma, ślepy los itp. Pewnie jesteście ciekawi w co wierzę? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Do momentu wydarzeń z tego wpisu byłem pewien, że wierzę jedynie w ślepy przypadek. Ale nawet jak na przypadek miałem bardzo dużo szczęścia.

Najczęściej zwracamy uwagę w życiu na rzeczy negatywne, na które nie mamy wpływu, jednak ten wspomniany moment doceniam do dziś. Cofnijmy się do moich pierwszych przygód podczas wchodzenia w świat uwodzenia. Zawsze chciałem nauczyć się tańczyć. Posiadałem bardzo duże kompleksy na tym punkcie. Pomimo całkiem niezłych zdolności motorycznych wyniesionych z tatami, miałem bardzo duże problemy na parkiecie. Moje nieskoordynowanie ruchów brało się ze świadomości, że kompletnie nie wiedziałem co robię.

Łączyłem moje anty-umiejętności taneczne z dużą nieśmiałością, przez co nie lubiłem chodzić na imprezy. Dużo bardziej wolałem siedzieć w domu, ewentualne wyjścia w tłum które sprawiały mi radość – były w postaci koncertów. Mogłem stać w miejscu, słuchać muzyki i nie zwracać niczyjej uwagi, zawsze wolałem stać z boku.

Po odwołaniu mojego ślubu, postanowiłem to zmienić. Potrzebowałem tylko bodźca.

Od podstawówki kumplowałem się z Łukaszem – przystojnym blondynem, inteligentnym, który samym wyglądem często zwracał uwagę dziewczyn dookoła.

– Wygląda jak model! – słyszałem parę razy.

Dobrze ułożona fryzura i gustownie dobrany strój, zawsze dawały w jego przypadku dobry efekt. Niknąłem w jego cieniu, gdy w pobliżu były fajne dziewczyny. Łukasz miał również jeden ciekawy talent – od dłuższego czasu dobrze tańczył w parze. Wiedziałem tylko, że mój kolega był po jakimś kursie tańca towarzyskiego, wiec w momencie w którym zauważyłem wydarzenie na facebooku w którym będzie brał udział – musiałem się na nim znaleźć. Był to nowy kurs tańca w Katowickim City Pub. Jakaś Bachata czy coś – nie miałem pojęcia na co idę, nawet nie do końca mnie to interesowało. Chciałem nauczyć się tańczyć przynajmniej w połowie tak dobrze jak on.

Kurs tańca

Mój znajomy się nie pojawił. Wszedłem do pubu. Duży miś bez karku przywitał mnie przy drzwiach, wraz z dziewczyną, która skasowała mnie z 10 zł za wejście. Poszedłem w stronę baru, po drodze obijając się barkiem o jakiegoś faceta, który jak większość ludzi, nie zauważył mnie. Rozglądając się chwilę przy barze, zobaczyłem że w drugim pomieszczeniu gra jakaś latynoska muzyka. Wszedłem, widząc całą grupę ludzi stojącą na parkiecie.

Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z tańcem i tak właśnie powstał mój najlepszy poligon do testowania wszystkich artykułów, filmów szkoleniowych czy też wywiadów.

Dla początkującego najgorsze są pierwsze podejścia. Niektórzy początkujący Pua (pick up artist) zadręczają się mechanicznym podchodzeniem do kobiet, które nawet im się nie podobają, przykładem jest legendarne ćwiczenie Demonic confidence. Tu podchodzenie było ciągłe i naturalne, wszyscy byliśmy przymuszeni do wzajemnego dotyku i bliskiej odległości, a to rozbijało lody.

Te zajęcia otwierały nowe pole manewru, przyśpieszały i zmieniały wszystko.

– Dobierzcie się w pary! – usłyszałem w tle

– Jestem Dante, cześć!

– yyy Kasia,

Totalne onieśmielenie dziewczyny sprawiło że odważnie uciekłem wzrokiem na bok. Trzymałem ją za ręce, byłem na przeciwko, wręcz niebezpiecznie blisko, przez moment myślałem jak dalej spróbować podtrzymać rozmowę.

 – To skąd..

– ZMIANA! – przerwał donośny ton.

Okej. Więc takie są tu zasady gry.

Podczas godzinnych zajęć przedstawiłem się całej żeńskiej połowie sali, której było o dziwo tyle samo co mężczyzn. Po zajęciach porozmawiałem chwilę z Kasią lecz trochę mniej asekuracyjnie.

Na następnych zajęciach dziewczyna się nie pojawiła.

Jeżeli mam tylko półtorej minuty na rozpoczęcie znajomości i istnieje duża szansa że danej dziewczyny już nie zobaczę, to dlaczego mam nie iść na całość?

To właśnie tak jak w życiu – nie masz półtorej minuty, masz pół. Podchodzisz i mając sporo szczęścia że akurat dziewczyny nie zwolnili właśnie z pracy, ani nie ma mocnego PMSa i nie chce przegryźć Ci tętnicy szyjnej, masz 30 sekund żeby ją zainteresować i pociągnąć dalszą konwersację. 

Ten bodziec spowodował że bardzo szybko odważyłem się patrzeć na kobietę w sposób seksualny, chciałem w niej zbudzić seksualne emocje i miałem mało czasu. Przecież i tak jest duża szansa że nie przyjdzie – jeśli nawet, to pomęczę się półtorej minuty ze wstydem.

Nauczyłem się wtedy jednego, nie wiem czy jest coś dla mnie piękniejszego niż pożądliwe patrzenie na siebie w tańcu. Jeżeli któraś z dziewczyn odwzajemniała to spojrzenie, czułem się jak bohater, młody bóg albo jak James Bond albo inny uwodziciel. Lubiłem, gęstą atmosferę zawieszoną w powietrzu, lubiłem to patrzenie partnerce w oczy i jej odwdzięczanie się tym samym, lubiłem krótkie i niespójne logicznie rozmowy – tak atrakcyjne dla kobiet.

Na zajęciach mocno nieporadnie zacząłem sprawdzać podstawowe triki. Z biegiem czasu widziałem coraz większe zainteresowanie dziewczyn ale to jeszcze było za mało.

Okazało się że najgorsze zajęcia tańca jakie się odbyły, zmienią moje życie.

3 sposoby w jaki singielki spędzają walentynki

Walentynki to bardzo specyficzny czas dla kobiet. Te które posiadają partnera, nie mają problemu, ale singielki dzień świętego Walentego zachowują się w jeden z trzech specyficznych sposobów:

  1. Zajmują dzień z koleżanką, przyjaciółką albo kimkolwiek.
  2. Dają się ubłagać jednemu z jej „orbiterów” na randkę.
  3. Zamykają się w domu i użalają nad sobą.

Dante – Twoje wypowiedzi są seksistowskie, to wcale nie tak – jest wiele kobiet które po prostu żyją normalnie w ten dzień blablabla.

Walentynki, przypadek i grupka początkujących podrywaczy

Tak, właśnie dlatego na zajęciach tańca 14 lutego pojawiło się ok 7 singli i 0 (słownie zero) kobiet (oprócz instruktorki). Zajęcia po chwili skończyły się nieporozumieniem jeżeli chodzi o taniec i o dziwo integracją samców przy różnych trunkach.

Ale ten gość jest needy – blondyn wskazał na instruktora chodzącego za instruktorką.

Wszystko byłoby normalne, gdyby nie to że needy to typowy slang dla PUA.

– Needy? Chłopaki z branży? Uwodziciele?

– Początkujący – odezwał się blondyn.

Od słowa do słowa okazało się że tych trzech chłopaków interesuje się uwodzeniem, są po niedawnych rozstaniach i sami też stwierdzili że chcą nauczyć się tańczyć. Dziwny zbieg okoliczności.

Będziemy razem wychodzić do klubów – w weekend jest tu impreza. Chcesz się przyłączyć? Dojdzie jeszcze Timi – pewnie go kojarzysz.

Tak kojarzyłem Timiego. Sympatyczny brunet w okularach, miły do bólu, porozmawiał ze mną przed którymiś zajęciami, robił wrażenie kujona z liceum.

– To co idziemy w piątek? Mamy facebookową grupę – wyślę Ci zaproszenie

– ok, wyślij.

Porozmawialiśmy o dziewczynach z kursu, doświadczeniach. Spędziliśmy godzinę po zajęciach. Śmieszna sytuacja, od słowa do słowa, okazało się że rodzice blondyna (Miśka), mają firmę pogrzebową, która pochowała moich rodziców. Świat jest mały. Trochę zwierzeń i wróciłem do domu. Czekało już na mnie zaproszenie do grupy o podrywaniu, która istniała zaledwie 3 dni, nazywała się „Młode Wilki”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *