Alicja – Blondynka która zmieniła moją grę uwodzenia. 2/2

Zobacz część pierwszą…

Pomyślałem że nie będę jak inni faceci, ale strach przed spieprzeniem czegokolwiek nie pozwalał mi zadzwonić. Wysłałem 2 wiadomości na które dostałem dwie lakoniczne odpowiedzi.

Wyślę zdjęcie, MMSem!

Nie odpowiedziała, przestała się odzywać. To spotkanie było najwidoczniej większą kichą niż mi się wydawało, pomyślałem. Jedyną myślą jaka przechodziła mi przez głowę była,

„Myślisz że nauczyłeś się 2 odzywek na krzyż i będziesz podrywać super laski? – bzdura”.

Nie wiem, czy bardziej byłem zły na siebie, czy na sytuację że w ogóle muszę chodzić na randki i być spiętym, niczym  agrafka. Oczywiście zamiast wyjść na ulicę, łatwiej było klikać serduszka na wszystkich aplikacjach jakie zainstalowałem na telefonie. Słodka dezercja – to prostsze niż podejść do kogoś na ulicy. Szło lepiej niż wcześniej, ale żadna z dziewczyn którą sparowało, nie równała się z Alą.

Nie można zepsuć czegoś co już jest zepsute – pomyślałem po trzech dniach samobiczowania się.

Chcesz zwiedzić Katowice w ten weekend? – wysłałem

przyjazny ton dźwięku smsa przerwał odgłos jedzenia kocich chrupków przez jednego z moich domowników.

W ten nie, ale następny mam wolny 🙂

Co się właśnie stało? Odpowiedziała jak gdyby nigdy nic… i jest chętna na spotkanie?!

W perspektywie czasu, okazało się że nie miała skonfigurowanego telefonu i nie dochodziły do niej MMSy. Od tego momentu dzwonię, jeżeli nie to po prostu nie panikuję i przypominam się co jakiś czas – ludzie mają swoje życie.

Cieszyłem się niczym dziecko, które dostało lizaka. Zaplanowałem całą trasę którą przejdziemy, miałem na to półtora tygodnia. Czekałem na nią na Katowickim dworcu PKS. Wysiadła, mniej wystrojona niż ostatnio.

Głodna?

Pewnie! Bywam zmierzła jak jestem głodna, obiad to dobry pomysł.

Zabrałem ją do pizza hut przy hotelu Katowice. Przez ostatnie dwa tygodnie, zdążyłem się wyciszyć, głupkowate wyuczone teksty nie wchodziły już w grę. Bardzo mocno nastawiłem się na głębokie patrzenie w oczy. Paręnaście minut rozmowy, duża dawka węglowodanów i bardzo intensywne i pewne spoglądanie wgłąb jej duszy sprawiło że, Alicja zaczęła bawić się własnymi włosami, okręcając je na palcu, nachylając się w moją stronę oraz przeplatając to co chwila uśmiechem. Chyba jest zainteresowana, pomyślałem. Zrobiliśmy spacer od punktu widokowego obok spodka, do muzeum śląskiego. Muzeum śląskie wygląda pięknie wieczorem, wspaniale oświetlone budynki, szczególnie zimą gdy miasto przystraja je w kokardki i wyglądają jak duże błyszczące prezenty. Wjechaliśmy na wieżę widokową. Widziałem zachwyt w jej oczach.

W którą stronę są Gliwice?

Oficjalna mapka której nie zauważyłem, obalała moją teorię na temat położenia tego miasta.

Alicja bardzo szybko zorientowała się że próbuję ją objąć, zaczęła delikatnie przede mną uciekać, po czym ja zacząłem ją ścigać. Błąd drugi, wtedy jeszcze tego nie wiedziałem.

Deser zostawiłem na koniec, pojechaliśmy moim samochodem an Nikiszowiec – obecnie najpiękniejszą dzielnicę Katowic. Na start – Cafe Byfyj, jedna z bardziej klimatycznych kawiarni jakie widziałem, wystrój niczym w minionej epoce. Podano nam dwie olbrzymie herbaty i zanurzyliśmy się w rozmowie o ważnych bzdurach. Wychowałem się w tej dzielnicy, miałem tam babcię. Więc oprowadziłem ją po zaułkach małych placyków osiedlowych na których zatrzymał się czas.

Dworzec PKS, buziak w policzek i… tyle.

Zamiast skupić się na jednych z najlepszych chwil jakie spędzałem z tą kobietą, ja drążyłem i przekopywałem fora żeby zdobyć informację ,dlaczego nie jest zainteresowana tak mocno jakby chciał.

podczas trzeciego spotkania odebrałem ją spod domu.

Chciałabym żeby sprawy miedzy nami rozwijały się powoli

Z głupa, nie wiadomo skąd, z powietrza, kosmosu albo krakowskiego smogu. Jakby wyczytała coś z moich myśli… tak na prawdę one zawsze to czują, lepiej niż mężczyźni.

Jechaliśmy do Wieliczki. Kopalnia soli, kawa wewnątrz i oczekiwanie na zjazd na dół. Byłem znów spięty, bałem się zrobić krok w przód, kiedy znów zaczynałem go wykonywać, Alicja wyślizgiwała się niczym Neo uchylający się przed kulami w matrix’ie. Po jednej małej próbie rezygnowałem na całego… po czym ona zaczynała otwierać się na mnie po czym uciekać. To było ciekawe ale wiedziałem że wyślizguje mi się z rąk. Nie byłem pewny siebie, nie pokazywałem czego chcę i szybko wychodziły moje wahania. Mówi się że kobiety są niezdecydowane – ja myślę że to taki ewolucyjny mechanizm żeby wśród mężczyzn odróżnić ziarno od plew. Niestety jej mechanizmy szybko pokazały jaką niezdecydowaną, ekhem plewą jestem. Nie do końca wiedziałem co się dzieje, leczy byłem na siebie zły – wiedziałem również że nie przypieczętowanie tego trzeciego spotkania, spowoduje bardzo szybkie wchodzenie w strefę friendzonu, której przez całe życie miałem już dosyć.

To było miłe spotkanie, bardzo fajnie że przyjechałeś bla bla bla bla…

Nie słuchałem, zrobiło się nerwowo. Kolejne spotkanie, znowu jako koledzy. Napięcie w mojej duszy skwierczało niczym kawałek lodu wrzucony na rozgrzaną patelnię.

Buziak w policzek, nerwowość rośnie jeszcze bardziej, to już koniec… nie, to nie może być koniec!

– Odprowadzę Cię do klatki

– noooo dobra

Od tego momentu już nie myślałem. Duży wyrzut adrenaliny wyzwala w nas mechanizm uciekaj lub walcz. Po całym wieczorze ucieczek, wybrałem nareszcie walkę.

Zostawiłem starą mazdę uruchomioną na środku ulicy krakowskiego osiedla Oświecenia. Zbliżyliśmy się do drzwi klatki schodowej, gdy wyciągnęła klucze złapałem ją pewnie za biodra, spojrzałem głęboko w oczy i

… pocałowałem ją…

– Czemu nie?

próbowałem udawać uśmiech, zadając to pytanie. Nie otrzymałem odpowiedzi. Alicja nie zrobiła nic, stała jak wryta zaciskając wargi ze sobą. Nie było typowego „nie”.

– Miłego wieczoru Ala.

Wróciłem do samochodu rozdygotany. Mieszanka wszystkich emocji, który mogę porównać ze smakiem miodowej porażki. Mimo że spieprzyłem tak wiele, wiedziałem jedno, jej usta są miękkie niczym aksamit. Po dłuższej chwili zaczynałem być z siebie coraz bardziej dumny. Wiedziałem że mam jaja.

Co ciekawsze, ten element wieczoru odwrócił nieznacznie bieg wydarzeń. Dziewczyna okazała dużo większe zainteresowanie niż wcześniej. Zaczęła inwestować w znajomość i sama umawiać na spotkania, które ja notorycznie sabotowałem ze względu na brak doświadczenia.

Po czasie opowiedziała mi o jednym zajściu:

Była próba gwałtu…

Powiedziała to będąc cała rozdygotana jakby była świadkiem morderstwa.

Czy to również wpłynęło na naszą relację? Czy była to tylko próba? Myślę że nigdy się tego nie dowiem …

Wytłumaczyłem sobie, że właśnie to było powodem i dostałem dawkę niesamowitej pewności siebie którą pozytywnie spożytkowałem. W końcu potrafiłem ją zainteresować, objąć, pocałować. To był bodziec który dał mi bardzo wiele podczas mojej przygody.

Zrobiłem z tą dziewczyną szalone rzeczy, jeździłem rowerem po słowackiej stronie granicy, skoczyłem w tunelu aerodynamicznym a także zwiedzałem krakowskie pustkowia. Nawet nie musiałem sugerować – zawsze była pełna szalonych pomysłów.

Spotykam się z nią do dzisiaj, co jakiś czas staram się ja zaciekawić pozytywnymi emocjami, po czym nie przekraczam bariery przyjaźni. I wtedy chodzę z nią w jedne z piękniejszych miejsc jakie znam, ona natomiast wystrojona zaskakuje mnie wciąż urodą, tak jak niedawno , kiedy pojawiła się w krótkiej chabrowej sukience podkreślającej kolor jej oczu i blond włosów, doprowadzając część kobiet na ulicy o minę, jakby rozgryzły cytrynę. W zestawie z białymi trampkami wyglądała pięknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *