Alicja – Blondynka która zmieniła moją grę. Pierwsza randka 1/2

Odpisywała bardzo rzadko, uważałem że, rozmowa się nie kleiła. Na zdjęciach wydawała się całkiem ładna ,chociaż nie było szału. Po paru spotkaniach z dziewczynami nabierałem wprawy w rozmowach ,choć głównie próbowałem testować nową wiedzę. Pomimo braku spektakularnych sukcesów w podrywaniu czułem się powoli ,jak adept zapomnianej sztuki magicznej.

Uwielbiam spacery nocą – napisałem.

Rzeczywiście tak było. Od czasu zerwania z narzeczoną, zacząłem realizować swoje zainteresowania. Nagle skończyło się chodzenie spać o 22 z zegarkiem w ręku.

Opisywałem to, jak uwielbiam światła latarni nocą, szczególnie zimą gdy pada śnieg. Opisywałem Katowice nocą, jak pięknie oświetlone jest muzeum śląskie i spodek. Opisywałem wieczory latem w Gdańsku, płomienie w ogrzewaczach restauracyjnych i kwartety smyczkowe grające cztery pory roku Vivaldiego na starówce. Podnosiłem maksymalnie jej uczucia odnosząc się do miejsc które przedstawiałem najpiękniej jak potrafię, było to proste bo naprawdę uwielbiam spacery wieczorami.

Kraków też jest piękny nocą – odpisała

byłem – rynek zatłoczony, nie przekonał mnie

Trzeba wiedzieć gdzie spacerować, mogę Ci pokazać.

Dogadaliśmy się, Ona pokaże mi Kraków nocą a ja jej Katowice.

– Przyjedziesz dziś?

– Tak, właśnie wsiadłem do samochodu – odpisałem.

Odpaliłem w radiu i zapętliłem na całą godzinę drogi, piosenkę która kojarzy mi się z Alicją do dzisiaj.

Byłem ubrany w najlepszą koszulę, wypachniony najlepszą wodą toaletową jaką miałem, wróć… jedyną jaką miałem. Poprawiłem letnią kurtkę skajową, w niej wyglądałem całkiem nieźle, mimo że chłodne lodowe powiewy przed wejściem do samochodu wprawiły mnie w drgania niczym telefon z wyciszonym dźwiękiem.

Umówiliśmy się na starym Kazimierzu. Jedyne co dostałem od Alicji to nazwę ulicy która oczywiście okazała się być wyjątkowo długa. Namierzyłem jakiś opisany kamień (pomnik). Dziewczyna spóźniała się 20stą minutę, ale napisała że przyjdzie, więc czekałem. Mróz pokolorował już moje uszy i nos na czerwono, tak że zaczynałem odczuwać już pieczenie. Zaczynałem się irytować. Oglądałem się z lekkim stresem za każdą blondynką która zbliżała się w moim kierunku.

Ile w Krakowie może być blondynek? – pomyślałem

Jedna z nich zbliżyła się do mnie.

– Cześć, przepraszam że się spóźniłam

– yyy eee aaa nooo trochę zmarzłem – starałem się wykrztusić słowa, po chwili skutecznie.

Randka w sieci, randką w ciemno – totalne zaskoczenie

W życiu zdarzyło mi się to tylko raz, ugięły mi się kolana. Wyciągnęła zza kołnierza puchowej kurtki złote blond włosy powyżej ramion i spojrzała na mnie wielkimi, niebieskimi oczami. Albo wybrała najgorsze zdjęcia jakie miała, albo była niefotogeniczna – to drugie w perspektywie czasu wykluczyłem. Nie miałem pojęcia co się dzieje. Do tej pory miałem trudności z powiedzeniem „cześć”, tak atrakcyjnej kobiecie. Właśnie to skłamałem, ja uciekałem od tak atrakcyjnych kobiet. Przybliżyłem się żeby pocałować ją w policzek. Mój nos poraził pozorny chaos wymieszanych, wydawałoby się przypadkowych zapachów, dających uczucia wręcz kopania prądem, przechodzące w delikatne nuty kwiatów. Pozorny Chaos pachnącego mroźnego powietrza, układał się w całość niczym orkiestra która po rozgrzewce zaczęła grać niesamowicie równo i w tempo. Te perfumy pamiętam do dziś.

Chodźmy w tamtą stronę – przerwała mój szok Alicja.

Opowiadała mi o żydowskiej dzielnicy Krakowa, ale zmieniliśmy kurs na knajpkę – zaplanowała dokładnie całą wycieczkę. Usiedliśmy przy stole, zamówiliśmy herbatę. Krew w uszach zaczęła pulsować od szybkiej zmiany temperatury – jakby ktoś polał je wrzątkiem.

Pierwsza randka – przygotowanie na siłę nic nie pomoże (a może jednak?)

Dzień wcześniej przygotowałem sobie sposoby w jak mogę skrócić dystans i zainicjować dotyk – jedną z najważniejszych części uwodzenia. Znalazłem fantastyczny sposób na forum.

Większość kobiet nosi pierścionki. Można nieźle pobajerować, opowiadając że w czasach antycznej Grecji biżuteria na każdym z palców odpowiadała za czczenie konkretnego bóstwa. Jeden zeusa, drugi Aresa, trzeci Dionizosa. Oczywiście dopasowywało się to według charakteru danej osoby. Jeżeli wychwyciłeś że dziewczyna jest bardzo imprezowa – świetnie, bóg Dionizos nad nią czuwa, jeżeli chciałem wejść na tematy seksualne, oczywiście czciła afrodytę – boginię miłości, cóż za zbieg okoliczności…
Nie miała żadnych pierścionków! Zacząłem się nerwowo rozglądać i wprowadzić plan B. Kolczyki! Musi mieć kolczyki!
Zdziwiłem się że nie miała nawet przebitych uszu.
To była dla mnie lekcja. Nie warto być przygotowanym, mieć wyświechtanych tekstów, one mogą być jedynie wsparciem.
Nerwowa cisza. Brak pomysłu, napięcie i nerwowość po mojej stronie rośnie (wtedy jeszcze myślałem że cisza jest czymś złym).

Sześcian! Sześcian na pewno wejdzie!

znam grę, dzięki której będziemy mogli lepiej się poznać. Zamknij ale zamknij oczy – nakazałem.

Zadałem pięć magicznych pytań.
1. Wyobraź sobie sześcian. W jakim jest kolorze, jak jest wielki, jak ustawiony?
2. Przy sześcianie jest drabina. Jak jest duża? Czy opiera się o sześcian?
3. Wyobraź sobie łąkę, opisz ją. Gdzie się znajduje?
4. Pomyśl również o koniu – gdzie jest? Co robi?
5. Zwizualizuj również burzę, czy jest daleko?
Odpowiedziała:

Sześcian jest biały i stoi na środku, drabina jest oparta od sześcian. Łąka ma wiele kolorowych kwiatów i jest zielona. Koń pasie się daleko od łąki a burza jest gdzieś daleko.
Burza przedstawia problemy, które już dawno nie minęły, sześcian opisuje Ciebie, zaczynasz wszystko z czystą kartą, kwiaty opisują Twoją rodzinę która jest różnobarwna jak charaktery jej członków, drabina opisuje przyjaźnie, ma mało szczebli ale mocno opiera się na Tobie. Koń natomiast opisuje wymarzonego partnera i cieszę się że nie powiedziałaś że ma dużego penisa – skwitowałem.

Bingo.
Zawsze byłem dobry z wyczuwania ludzi. Wykorzystałem jedynie szczątkowe informacje które mi podała oraz ogólniki które można dopasować do każdego człowieka. Chwilę czekałem aż zbierze szczękę z podłogi.

Skąd znasz takie rzeczy?!

Uśmiechnąłem się wymijająco. Wolisz nie wiedzieć, powiedziałem w myślach.

Poszliśmy na dalszy spacer po Krakowie. Zdziwiłem się, że zaplanowała całą trasę, jak miejski przewodnik.
Podczas spaceru, w którym co chwilę resztkami wysiłku umysłowego, próbowałem rozmrozić mój mózg i zasypywałem ja coraz bardziej głupimi i żałosnymi tekstami wykutymi na blachę.
Na sam koniec pomimo mocnych oporów odwiozłem ją do domu. Było bardzo ciężko namówić ją żeby wsiadła do mojego samochodu, temperatura na szczęście była po mojej stronie. Nie było okazji zajść dalej – tak mi się wtedy wydawało.

 

Nie wiedziałem czy to będzie nasze ostatnie spotkanie…

Zobacz część drugą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *